Moja przyjaciółka poprosiła mnie żebym odebrała jej urodzinowego torta z naszej osiedlowej cukierni. Najpierw się temu sprzeciwiałam, ale jak obiecała, że odpali mi coś za fatygę, to mnie ostatecznie przekonała. Pognałam do cukierni. Ale gdy dotarłam na miejsce, na drzwiach wisiała kartka z napisem „ZAMKNIĘTE”. Na szczęście ktoś był w środku. Pociągnęłam klamkę, drzwi się otwarły i… zatkało mnie. Zamiast osiwiałej pani Jadwigi zobaczyłam chłopaka jak marzenie, po prostu prawdziwe…
-…ciacho - dokończyłam na głos.
-Słucham? – Zapytał a ja od razu się zaczerwieniłam.
-Yyy… No… bo… Ja… przyszłam po tort.
-Jasne, już przynoszę – powiedział z uśmiechem na twarzy. – Ciotka mówiła, że ktoś ma się dzisiaj po nie zgłosić, ale nie o tej porze.
-Sorki… coś mi wypadło i… - zaczęłam się głupio tłumaczyć.
-Spoko – powiedział i puścił do mnie oczko. Wyszłam z cukierni w totalnym szoku. Ten koleś był tak mega przystojny, że miałam ochotę wrócić do tej cukierni z powrotem. Miły, przystojny, dobrze wiedziałam, że chłopacy w jego typie wolą długonogie blondynki, a nie takie szare myszki jak ja. Postanowiłam jednak tak łatwo nie zrezygnować z tak mega przystojnego faceta jak on. Dzień w dzień chodziłam do cukierni kupowałam ciastka, bułki, paczki i byle tylko na niego popatrzeć. Dowiedziałam się, że to chodzące cudo ma na imię Dawid i pracuje u ciotki Jadwigi po szkole, żeby sobie dorobić. Po kilku tygodniach chodzenia codziennie do cukierni zdałam sobie sprawę, że muszę się postreszczać. Zrobiłam włosy, włożyłam obcisłe jeansy, nowe buty na obcasach, które kupiłam dzień wcześniej.
Poszłam do cukierni z postanowieniem, że tym razem mu powiem, co do niego czuję.
-Cześć! – Zawołałam na przywitanie.
-Cześć – odparł i zmierzył mnie wzrokiem. – Rany aleś się odstawiła! Mamy jakieś święto?
-Nie – powiedziałam szybko. – Wiesz, ja… ja chciałabym pogadać… - zaczęłam, ale nie dokończyłam, bo obcas od buta zaklinował się w wycieraczce i zaliczyłam orła. Dawid oczywiście pomógł mi się pozbierać. Zanim jednak się odezwał to już uciekłam do domu. Przez następny tydzień omijałam cukiernię szerokim łukiem. Po tym, co się stało nie umiałam spojrzeć Dawidowi w oczy. I chyba nigdy bym tego nie zrobiła gdyby nie to, że w piątek po szkole spotkałam go pod swoim domem.
-Dawid? Co ty tu robisz? – Zapytałam.
-Też się nad tym zastanawiam – odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem. – Nie było cię cały tydzień. I… zacząłem się martwić, że albo ci się znudziłem, albo nie masz już ochoty na wypieki z naszej cukierni…, Dlatego zdobyłem od ciotki twój adres i przyniosłem ci trochę smakołyków – dodał, podając mi torbę z ciastkami i zanim ochłonęłam na tyle żeby my podziękować, zamknął mi usta pocałunkiem. Byłam szczęśliwa a jednocześnie stałam zamurowana jak ściana. Dawid zaprosił mnie na niedzielny spacer i wspólny wypad do kina. A ja jestem wdzięczna przyjaciółce, bo to dzięki niej zobaczyłam moje marzenie, gdyby nie to, że poprosiła mnie o odebranie torta nie byłabym tak szczęśliwie zakochana.
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |